I co teraz myślę? Że może jestem spełniona? Na chwilę obecną nic sie nie zmieniło. Nadal czuję zastrzyk adrenaliny ponieważ dopiero co wsiadałyśmy do samolotu i czeka nas jeszcze 8 godzin lotu. Gdy tylko weszłyśmy na lotnisko to miałam małe wątpliwości, ale szybko minęły. Na samo lotnisko przywiozła nas moja siostra. Tylko ona wie gdzie będziemy. Wiem, że mogę jej ufać. Obiecała, że będzie co miesiąc wysyłać mi 900 dolarów. Jest prawnikiem to ją stać. Jednak gdy tylko znajdę pracę powiem jej, żeby przestała. Chcę żyć na własną rękę. Nawet jesli okaże się, że na ulicy. Nie po to uciekałam, żeby żyć w wygodzie. Tylko aby ciężko pracować.
-I jak? Cieszysz się, że to co Cię dusiło jest już za nami? - z jakże wielkich rozmyśleń wyrwał mnie głos Holly.
-Nawet nie wiesz jak bardzo. - zaczęłam sie ciucho śmiać.
-Czeka nas wielki świat, nieświerze powietrze, ogromne budynki, własne mieszkanie i najważniejsze fajni chłopcy - a ona tylko o chłopakach. Ta to ma podejscie do życia. Nie odpowiedziałam dziewczynie. Oparłam głowę o zagłówek i próbowałam zasnąć co udało mi się po kilku minutach.
Obudziło mnie szarpnięcie za ramię. Szybko otworzyłam oczy i spojrzałam na Holly.
- Zapinaj się. Lądujemu! - dziewczyna prawie, że krzyknęła.
- A ciszej da radę? - powiedziałam gdzy zaczynałam zapinać pasy. Na pół śpiąca było to nie lada wyzwaniem. Gdy jednak już to zrobiłam spojrzałam przez okno. Widać było wielkie budynki sięgające chmur. Gdy oglądałam moje nowe miejsce zamieszkania poczułam uderzenie opon z pasem startowym.
Obie spojrzałyśmy na siebie z Holly i na naszych twarzach zawitały uśmiechy.
Gdy odebrałyśmy nasze walizki ruszyłyśmy na parking gdzie stoją samochody z napisem "taxi". Gdy tylko wsiadłyśmy powiedzialam kierowcy gdzie ma sie udać. Ustaliłam z właścicielem mieszkania, że zostawi klucze pod wycieraczką dlatego, że nie ma go chwilowo w mieście i nie może wręczyć nam ich osobiście. Przez telefon wydawał się być całkiem miłym człowiekiem. Co u mnie jest wielkim plusem. Nie lubię jak ktoś jest nieprzyjemny przez telefon.
Po niespełna godzinie byłyśmy na miejscu. Przed nami ukazał się rząd drzwi wejściowych. Można powiedzieć kilka mieszkań w jednym dużym budynku. Tak jak sie umawiałam z właścicielem klucze były pod wycieraczką. Gdy wsadziłam klucze do zamka ktoś zaczął bec i krzyczeć w naszą stronę.
- Hej, hej! Czekajcie - przed nami stanął wysoki chłopak. Miał brązowe włosy postawione na żel. Widać było kilkudniowy zaros a sam wyglądał na 19-21 lat.
- Mój wujek kazał mi do was zajść i pokazać wam mieszkanie - powiedział z uśmiechem na twarzy. Odwzajemniałam go. Rzeczywiście facet coś mówił o jakimś chłopaku, ale nie zwracałam uwagi ponieważ się pakowałam.
- No to pokazuj - oho Holly się chyba ktoś spodobał.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz